Bożena z zazdrością spojrzała na futro kuzynki. Musiała w duchu przyznać, że wyglądała bardzo dobrze i wyróżniała się w kilkunastoosobowej rodzinnej grupce nad grobem dziadków. Bożena zamówiła sobie podobne futro przez Internet, ale nie dodarło na czas. Już ona wygarnie listonoszowi, gdy je tylko przyniesie! W podskokach będzie zabierał je z powrotem, bo przecież po czasie nie będzie go potrzebowała, za rok będą modne inne fasony. A tak jej zależało, by utrzeć nosa tej smarkatej kuzynce. Ona teraz nosi się jak dama, a Grażyna ma ubiegłoroczny płaszcz. Co z tego, że buty nowe, skoro nie pasują. Kupiła je specjalnie pod to futro.

– …. czy tu pod cmentarzem?

– Słucham?

– Kupowałaś wcześniej te chryzantemy Bożenko czy tu pod cmentarzem na stoisku?

Oczywiście, że kupiła je w markecie na promocji razem ze zniczami. Ale odpowiada:

– Tu, u tego pana z brodą. Ma drożej niż w sklepach, ale przecież nie będę tego wozić i nosić później na cmentarz.

Wiesław co roku dziwi się, po co te baby kupują żywe kwiaty. Wiadomo, że prędzej czy później mróz je jebnie i tyle z tego będzie.  Kupiłyby sztuczne, one wszystko przeżyją. A nie, gonią go po tych marketach: „nie widzisz, że temu opadają płatki? Wymień!”, „ten jakoś krzywo wyrósł, weź tamtego”, „bo połamiesz!”. Do tego znicze wielkości głowy i o kształtach egzotycznych owoców. Jak nosić to cholerstwo i do tego donice z kwiatami? Dobra, trzeba zapalić te znicze. – Jak to nie wziąłeś zapałek?!

Bożena aż spąsowiała, gdy pręciutko zapałki zaoferował mąż kuzynki. Tacy perfekcyjni… Ale jej znicze chociaż największe. Kupiła całą zgrzewkę do spółki z sąsiadką, wcale nie były drogie. Wiesiek też pąsowieje, ale z irytacji. Wszyscy się gapią, a on wypina się nad tym grobem i nie może zapalić wkładu tego badziewnego znicza, bo jest wąski, a knot krótki głęboko osadzony. Chuj, nadpalił sobie paznokieć, ale jakoś poszło. – Bardziej na środek. Teraz trochę na prawo – ustawia tandetnego znicza zgodnie ze wskazówkami żony. A w międzyczasie słyszy: – Wiesiulku, a mi też pozapalasz? Ja się schylać za bardzo nie mogę.

Na szczęście cała uwaga przeniosła się na najmłodszego brata Bożeny, bo to z panną przyszedł. A panna wyprzedzająco rozpoczęła cmentarną gadkę, byleby pytań o wesele nie było:

– Pogoda się udała.

– Ooo w tamtym roku cieplej było.

– Gdzie było, przymrozek przecież był, kwiaty pomarzły.

– Ale słońca było więcej.

– A nie jednego roku deszcz lał.

– A kto tak grób ładnie wyczyścił?

„Ten nasz nawet nie przyszedł” – myśli Bożena o swoim synu. Ten ich rano zapalił znicz pradziadom. Przyjdzie jeszcze wieczorem pozachwycać się widokiem. Odwiedzi też klimatyczny, zabytkowy cmentarz, gdzie to wojskowi i jakaś szlachta leży. Lubi 1 listopada.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *